ZADZWOŃ

Biuro w Szczecinie:
tel. 91 485 01 07
Wiktor Protas
kom. 601 536 811

BLOG

 

 

 

 

 

W OSIECKU O XILIX-IE

Pod koniec kwietnia odbyły się warsztaty „Praktyczne zastosowanie produktu biobójczego XILIX GEL w ochronie elementów drewnianych przed szkodnikami”. Warsztaty odbyły się w Hotelu Pod Sosnami w Osiecku. Urokliwe, kameralne miejsce i wyśmienite towarzystwo prawdziwych profesjonalistów to już dobry początek. Dalej też było interesująco. Merytoryczne i treściwe wprowadzenie pana Bartosza Lewandowskiego z firmy ADKALIS producenta preparatu Xilix Gel. Ciekawe i pełne werwy, jak zwykle, wystąpienia profesora Stanisława  Ignatowicza. Warto zauważyć, że byliśmy prawdopodobnie świadkami pierwszego w naszym kraju wykładu na temat jednego z gatunków termitów którego to obecność stwierdzono w Polsce. Okazuje się jednak, że tych doniesień na temat termitów w Europie zachodniej jest już więcej. Między innymi z Hamburga. Biorąc pod uwagę strefę klimatyczną w jakiej położony jest Hamburg, można się spodziewać, że częstsze spotkania z tymi bardzo groźnymi szkodnikami drewna, są tylko kwestią czasu.

Ponieważ spotkanie miało charakter warsztatów więc nie mogło zabraknąć zajęć praktycznych. Hotel udostępnił drewniane obiekty, na których mogliśmy sobie poćwiczyć. Krzysztof Karpiński, właściciel firmy Dez-Der, jednego z dwóch oficjalnych dystrybutorów Xilixu, przywiózł swoją ekipę, która rozpoczęła zajęcia praktyczne. Wykonywane czynności na bieżąco komentował Bartosz Lewandowski. Później przyszła kolej na uczestników warsztatów. Każdy miał możliwość przećwiczyć nakładanie Xilixu na konstrukcję. Okazało się, że jednym z kluczowych aspektów jest uzyskanie właściwej grubości powłoki żelu. I wbrew pozorom, wcale nie chodziło o to, że była ona za cienka. Wręcz przeciwnie, czasami wychodziła nawet dwukrotnie grubsza od maksymalnej, zalecanej przez producenta. Było o czym dyskutować.

Ponieważ takie szkolenia to również świetna okazja do spotkania kolegów-fachowców z całego kraju i wymiany doświadczeń nie zabrakło wieczornej biesiady, w czasie której rozmawiano nie tylko o sprawach zawodowych. Aby jeszcze bradziej uatrakcyjnić imprezę, pan Piotr Skotnicki reprezentujący firmę ASPLANT – SKOTNICCCY, drugiego oficjalnego dystrybutora Xilixu w Polsce zaproponował rozegranie rozegranie turnieju w pétanque, czyli w bule. Zabawa była pierwsza klasa, a zwycięzca, Karol Skoczylas został obdarowany beczką preparatu XILIX GEL, ufundowaną przez pana Piotra Skotnickiego.

No cóż, warsztaty miały długi tytuł, ale były krótkie, treściwe i pożyteczne i umożliwiły poszerzenie wiedzy na temat stosowania preparatu Xilix Gel i nie tylko.

 

Wiktor Protas

 

 

 

 

——————————————————————————————————————————————————————————————————–

 

 

NOWE ROZWIĄZANIA W WALCE ZE SZKODNIKAMI.

Kolejne seminarium, tym razem zorganizowane przez firmę BEST-PEST, odbyło się w niezwykłych wnętrzach hotelu „Młyn Jacka”. Mimo siarczystych mrozów frekwencja była bardzo duża. Jak widać ludzie są głodni wiedzy i spotkań z kolegami.

W imieniu organizatorów przywitał przybyłych Artur Grotnik. A później  można było wysłuchać interesujące wystąpienia przedstawicieli firm współpracujących z BEST-PEST oraz pana profesora Stanisława Ignatowicza.

Pierwsze wystąpienie dotyczyło preparatu TALISMA. Pani Hanna Szulc z firmy Arysta LifeScience przypomniała informacje o preparacie, którego głównym zadaniem jest zabezpieczenie przechowywanego zboża. Poświęciła też kilka zdań samemu przechowywaniu zboża oraz głównym szkodnikom, z którymi zmagamy się w magazynach.

Jednym z trudniejszych tematów w naszej pracy jest tępienie much. Temat, z różnych powodów trudny. Przedstawiciel firmy Hockley przedstawił preparat HOKO-EX zawierający cyromazine. Preparat ma formę granulatu rozpuszczalnego w wodzie i jest przeznaczony przede wszystkim do likwidacji larw much. Panowie z firmy Hockley przekonując do stosowania swojego preparatu zwrócili uwagę na ogromny, ich zdaniem potencjał polskiego rynku. Próbowali przekonywać, że straty np. w hodowli bydła mlecznego wynoszą ok 50 Euro/krowę rocznie. A koszt stosowania zbawiennego preparatu to niespełna 6 Euro/krowę rocznie przy 3,5 aplikacji (dla czego akurat 3,5?). No cóż pewnie prowadzili jakieś badania, które dały takie wyniki. Ale w rozmowach z hodowcami, czy to bydła, trzody chlewnej czy drobiu, takie argumenty rzadko trafiają do przekonania zainteresowanym. Każdy z nich ma własne, jedynie sprawdzone sposoby radzenia sobie z różnymi szkodnikami i trudno ich przekonać do czegokolwiek nowego. Inna sprawa, że nie raz okazywało się, że bardzo drogie i jeszcze bardziej zachwalane preparaty po prostu okazywały się nieskuteczne.

Również przedstawiciel firmy Newpharm zaprezentował preparaty skierowane do sektora rolniczego – rodzine preparatów NUVACID. Preparat zawierający tetrametrynę i PBO i jest przeznaczony do zwalczania ptaszyńca kurzego. Temat jeszcze trudniejszy niż muchy i naprawdę chętnie przyjęlibyśmy jakieś rozwiązanie, które byłoby skuteczne w zwalczaniu tego ektopasożyta drobiu. Oczywiście jak podkreślił prelegent, każdy obiekt jest inny i wymaga odmiennego podejścia, ale trudno jest osiągnąć całkowitą eliminację ptaszyńca. Nie ma co oczekiwać tu cudu, raczej trzeba się przygotować na długą i mozolną pracę w celu redukcji populacji szkodnika. Przy okazji zostały przypomniane dwa znane już wcześniej preparaty: BAGGY POULTRY na ziemi okrzemkowej również do zwalczania ptaszyńca kurzego oraz RECIDAL do zwalczania roztoczy.

Od rozważań o różnych sposobach zwalczania szkodników oderwał nas na chwilę dr Paweł Olejarski, który w dużym skrócie przedstawił wizytówkę Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Dezynfekcji, Dezynsekcji i Deratyzacji.

W Polsce stosowanie świec do dezynsekcji jest stosunkowo mało popularne. Właściwie trudno wyjaśnić co leży u podłoża tej niechęci. Tym czasem Nick Dale i Jo Scutcher z firmy Octavius Hunt przedstawili szerokie spektrum możliwych zastosowań tej formulacji. Skupili się głównie na świecy z cypermetryną, ale w ofercie ich firmy znajdziemy więcej opcji. Co ważniejsze polecają oni stosowanie świec w najróżniejszych miejscach. I w tak oczywistych jak magazyny, hale fabryczne ale i w mieszkaniach. Może kiedyś będzie sposobność zweryfikować to osobiście w takich nieoczywistych miejscach.

Kolejna prezentacja została przygotowana i przedstawiona przez przedstawicieli włoskiej firmy Bleuline. Firma ta jest znana już od jakiegoś czasu na polskim rynku. Zdaje się jednak, że współpraca z dotychczasowym dystrybutorem nie była zbyt udana i Bleuline postanowiło nawiązać współpracę z innym dystrybutorem. Ciekawe, czy wcześniejsze doświadczenia sprawiły, że znacząca część wystąpienia poświęcona była fałszowaniu preparatów? Poza tym zostały przypomniane, znane już preparaty: CIPEX 10E, PERMEX 22E oraz DEADYNA.  Włosi przygotowali też preparat na pyretrynie, PIRETOX, którego jeszcze u nas nie ma, ale warto o nim wspomnieć, ponieważ zrezygnowano w nim z dodania PBO. Podobno najnowsze badania wskazują na możliwe działanie kancerogenne PBO. To pierwsza taka informacja, więc trudno się do niej szerzej odnieść.  Ciekawą propozycją wydaje się preparat AQUATAIN AMF do zwalczania larw komarów. To kolejny preparat na … krzemie! Mamy tu do czynienia z działaniem czysto fizycznym, zatem preparat nie podlega pod europejską dyrektywę o środkach biobójczych. Oczywiście najważniejsze będzie, czy okaże się skuteczny.

Niejako w nawiązaniu do preparatu AQUATAIN AMF zaprezentowano nam drona, jako znakomite narzędzie przy zabiegach odkomarzania. Nooo! Całkiem możliwe, tylko cena sprzętu ma się nijak do ceny za usługę odkomarzania. Trzeba by mieć super układy i pozyskiwać sporo dużych zleceń aby to miało sens. Tym niemniej interesujące.

Spore ożywienie wywołało wejście „na scenę” dr Dawida Liszki z ICB. Dawid jest znany ze swojej niesamowitej elokwencji. Potrafi opowiadać o najtrudniejszych tematach jakby opowiadał dziecku bajkę na dobranoc. Rozpoczął od opowieści o preparacie PROVECTA i jego niecodziennym sposobie działania.  Można go stosować jako środek podstawowy, można też dodawać do tradycyjnych insektycydów. Później przyszła kolej na DERGAL, kolejną propozycję w walce z ptaszyńcem kurzym. Jest to preparat, który można stosować w obecności kur. Ciekawa propozycja, praktyka zweryfikuje, czy faktycznie jest taki skuteczny, jak zapewnia producent. A na koniec, coś na co wielu dezynsektorów czeka z niecierpliwością nowy ATTRACIDE. Jeszcze go nie ma w hurtowniach, ale wielu z nas pamięta jego pierwsze wcielenie, które było liderem wśród insektycydów przeznaczonych do zwalczania karaczanów. Niestety ten preparat „wypadł” z rynku z powodu regulacji unijnych. ICB obiecuje, że nowa wersja będzie jeszcze lepsza, będzie czymś pośrednim między preparatem do oprysków a żelem. Poczekamy zobaczymy.

Zawsze z wielką przyjemnością odwiedzam „Młyn Jacka”. A jeśli jeszcze jest to związane z taką ciekawą, jak ta ostatnia, konferencja to tym bardziej. Jest to też znakomita okazja do spotkania z kolegami z branży z całej Polski. Jest jeszcze coś. Zawsze kiedy tam jestem zatrzymuję się na chwilę przed portretem Jacka. Szkoda, że tak szybko odszedł.

 

 

Spała 2017 – Techniczne wymogi certyfikacji z normy 16636: „usługi ochrony przed szkodnikami” dla firm branży DDD.

Norma 16636 wciąż gorący temat. Dla tego na konferencję zorganizowaną przez Polskie Stowarzyszenie Pracowników DDD zjechała całkiem spora grupa zainteresowanych. Niewątpliwym atutem tej konferencji było to, że brali w niej udział przedstawiciele firmy audytującej – PNG.

Konferencja składała się z trzech merytorycznych wystąpień. Na początek „Parę słów o normie i jej wdrażaniu” dr Jacka Dońca, człowieka w naszym kraju, który najwięcej pracy włożył w jej tworzenie. Doktor Doniec starał się nadać normie ludzką twarz, przetłumaczyć język normy na język polski. Przy okazji nawoływał do uproszczenia dokumentacji, do nierozbudowywania jej ponadmiarę.

Z największym zainteresowaniem wszyscy oczekiwali na drugie wystąpienie, pani Emilii Sokalskiej z firmy PNG – Jak przygotować firmę do audytu. Niewątpliwie było to bardzo ważne wystąpienie, ponieważ mieliśmy okazję zapoznać się z punktem widzenia audytora. W końcu decydujące jest to jak oni odczytują normę i jak czują ducha tej normy. To przecież oni będą decydowali kto będzie mógł się pochwalić certyfikatem, a kto nie. Pani Sokalska przygotowała swoje wystąpienie bardzo starannie dzięki czemu mogliśmy czuć się jakbyśmy byli właśnie audytowani. Jedynym minusem tego wystąpienia było to, że wnioski co do zakresu obowiązków dokumentacyjnych firmy chcącej pochwalić się certyfikatem potwierdzającym posiadanie normy 16636 zdecydowanie się poszerzy. Zupełnie inny kierunek rozumowania niż w wystąpieniu dr Dońca.

Konferencję zakończyło wystąpienie dr Marcina Kadeja z Uniwersytetu Wrocławskiego „Analiza ryzyka w świetle wymagań normy EN 16636”. Bardzo ciekawa, przedstawiona zrozumiałym językiem prezentacja o ryzyku jako takim, analizie ryzyka i o tym jak to się ma do punktu 5.4 kręgu decyzyjnego zawartego w normie i w konsekwencji o finale w postaci przedstawienia formalnej oferty klientowi (pkt 5.7. procesu decyzyjnego) . Ponieważ dr Kadej jest zarówno naukowcem jak i praktykującym audytorem, swobodnie ilustrował teorię obserwacjami z praktyki. M.in. przedstawił przykład, gdy to w czasie audytu poprosił o otwarcie jednego, losowo wybranego karmnika deratyzacyjnego. W karmniku znaleziono mysz w zaawansowanym stadium rozkładu. Przegląd karmników odbył się dzień wcześniej i z raportu jednoznacznie wynikało, że w tym karmniku niczego w czasie przeglądu nie znaleziono. Dla audytora, do tego biologa i biegłego sądowego, była to oczywista niezgodność. Ja jednak spojrzałem na to z nieco innej strony, bo dla mnie była to swoista puenta z szyderczym chichotem. Norma normą, papier wszystko przyjmie, a rzeczywistość skrzypi bo właśnie liczą się normy, papiery, ładne wykresy, niska cena a nie solidne, dobre rzemiosło. Nie ważne co robisz, ważne aby w papierach się zgadzało!

 

 

Aleksandretta

Zwierzęta konfliktowe stanowiące zagrożenia w miastach i obiektach przemysłowych.

Zwierzęta konfliktowe? Czyli jakie? Z natury kłótliwe? Zaczepiające przypadkowych przechodniów? Nie, to takie zwierzęta, których jest za dużo w środowisku człowieka. Ależ ryzykowne określenie. Bo gdzie jest ta granica określająca kto komu wchodzi w paradę. Czy to nie człowiek zajmuje co chwilę kolejne siedliska różnych zwierząt? Czy to nie człowiek tworzy coraz dogodniejsze warunki dla rozwoju niektórych gatunków? Czy to nie człowiek zaburza co i rusz kolejne ekosystemy? Jak zauważył profesor Tryjanowski „Jeszcze kilka lat temu służby ddd praktycznie nie miały do czynienia z żółwiami ozdobnymi, szopem praczem czy egzotycznymi gatunkami ptaków takimi jak aleksandretty obrożne czy bernikle kanadyjskie…” Ja z własnej praktyki mógłbym dodać jeszcze kilka gatunków zwierząt, które wkroczyły do miast. Niezwykle delikatny temat. I właśnie tym problemom była poświęcona konferencja, która odbyła się we Wrocławiu 10 kwietnia 2017 roku.

Najpierw ludzie zalewali betonem co się da. W jakimś momencie stwierdzili, że to chyba nie jest za dobrze dla nas samych. No i pojawiła się moda na rozwijanie zieleni wielkomiejskiej, pojawiło się rolnictwo miejskie, wertykalne ogrody, energetyka społeczna i inne rozwiązania proekologiczne. Tyle, że te wszystkie działania prowadzą do tworzenia siedlisk bardzo sprzyjających różnym gatunkom zwierząt. A homo sapiens nie ma ochoty dzielić z intruzami wspólnej przestrzeni i zapasów pokarmu. Jakoś nie myślimy, że pojawia się sprzeczność. Parki bez owadów, ptaków, gryzoni czy innych zwierząt? Chcemy mieszkać w lesie ale nie chcemy być niepokojeni przez stworzenia, w których siedliska właśnie się wdarliśmy. Problem sam w sobie trudny, a tu jeszcze lobby miłośników dokarmiania kotków i gołębi.

prof. Piotr Tryjanowski

       Dylematy, dylematami, ale problem jest. Szkody materialne ale i kłopoty w zakresie ochrony zdrowia. Muchy, karaczany, pchły, komary, kleszcze to przecież przenosiciele najróżniejszych patogenów, w tym również tych lekoopornych. One przenoszą mikroorganizmy chorobotwórcze a my je przenosimy, i to na bardzo duże odległości (pociągi, statki, samoloty). Nie możemy więc machnąć na wszystko ręką i uznać, że tak ma być. Zacząć trzeba od pracy nad świadomości ludzi zagrożeń płynących z tego kierunku. Kolejne obce gatunki, wcześniej czy później będą do nas przybywały. Chodzi o to abyśmy byli lepiej na to przygotowani.

Byłoby dobrze, gdyby w tym bardzo delikatnym obszarze naszego życia funkcjonowała spójne i racjonalne prawo, które pomagałoby rozwiązywać te problemy. Owszem, istnieje sporo różnych aktów prawnych. Wzmianka o ochronie środowiska znajduje się nawet w Konstytucji w artykułach 31 i 74. Ale czy faktycznie pomagają one w rozwiązywaniu codziennych problemów? Zapraszam chętnych do dyskusji i proponuję jako punkt wyjścia temat: zgodne z prawem i skuteczne usuwanie z domów mieszkalnych kun (martes domestica). A co z odszkodowaniami za szkody wyrządzane przez te sympatyczne stworzenia? Kto ewentualnie miałby je wypłacać: państwo, koła łowieckie, sami sobie? Coraz bardziej obstawiamy się przepisami, ale czy przypadkiem w ten sposób nie podążamy w kierunku totalnego ubezwłasnowolnienia?

dr Marcin Kadej

 

 

 

 

 

Warsztaty Killgerm 2017

WARSZTATY KILLGERM 2017

Wszelkiego rodzaju szkolenia to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Z jednej strony to okazja do spotkania z kolegami po fachu, co w naszej, bardzo rozdrobnionej branży jest bardzo cenne. Nie mamy zbyt wielu okazji do spotkań i wymiany poglądów. A różnych wątpliwości nie brakuje. Z drugiej strony dobrze jest od czasu do czasu odświeżyć sobie wiadomości i dołożyć coś nowego. Szare komórki też potrzebuję gimnastyki. Może nawet bardziej niż w dawnych czasach

Do ciekawszych wydarzeń szkoleniowych w naszym kraju należą organizowane od kilku lat przez firmę Killgerm warsztaty. Można na nich posłuchać wystąpień na różne tematy związane z naszą pracą. Jest zatem i coś z dezynsekcji i coś z deratyzacji i różne różności. A i obiadem też zawsze poczęstują.

Nie inaczej było również na tegorocznych warsztatach, które odbyły się 30 marca w Luboniu koło Poznania. Znakiem czasów, w których żyjemy, jest to, że coraz więcej dyskutujemy o kwestiach prawnych, proceduralnych i dokumentacji a nie o zagadnieniach merytorycznych. Nic więc dziwnego, że warsztaty rozpoczęły się od wystąpienia Matthew Davis’a o zmianach w etykietach rodentycydów oraz zmniejszeniu zawartości substancji czynnej w preparatach przeznaczonych do sprzedaży detalicznej. Co prawda bezpośredniego wpływu na pracę profesjonalistów wpływu mieć to nie będzie, ale jest to ważna wskazówka, w którą stronę zmierzamy. Byliśmy zapewniani, że zmniejszenie zawartości substancji czynnej nie będzie skutkowało szybszym pojawianiem się szkodników odpornych na rodentycydy, ale mimo wszystko wątpliwości pozostają. Przecież już teraz pojawiają się doniesienia o występowaniu takiego zjawiska. Myślę, że wynika to ze zbiegu różnych okoliczności, których odtworzenie w badaniach laboratoryjnych raczej jest niemożliwe. W laboratorium nikt nie będzie zaniżał ilości potrzebnego rodentycydu, będzie kontrola skuteczności, itd., itp.

Kolejne wystąpienie dotyczyło normy PN-EN 16636. Nie da się ukryć, że norma wzbudza w środowisku ddd spore emocje i zapewne jeszcze jakiś czas tak będzie. pani Dominika Łukaszewicz z firmy DQS Polska w dużym skrócie omówiła proces certyfikacji. Jednak decydującym elementem będzie oczywiści cena, a ta jest indywidualnie określona dla każdego zainteresowanego. Jak podpowiada doświadczenie, równie indywidualne będzie również podejście poszczególnych audytorów.

Później nastąpiły wystąpienia bezpośrednio nawiązujące do usług ddd. Najpierw pan Łukasz Rosiński z firmy BASF mówił na temat preparatów Mythic 10 S.C. i Fendona 6 S.C., które są jedną z propozycji w kwestii zwalczania pluskiew. No cóż ten temat mógł być szerzej rozwinięty. Pluskwy są coraz większym problemem i raczej nie zanosi się na jakiś radykalny przełom w tej sprawie. Klienci oczekują od nas 100% skuteczności, a my nie zawsze mamy możliwość, działając zgodnie z prawem, takie oczekiwania zaspokoić. Tym bardziej, że często stan obiektów gdzie mamy działać jest wprost beznadziejny.

dr David Liszka

Bardzo ciekawe wystąpienie, o bardzo ciekawym preparacie, zaprezentował pan dr Dawid Liszka z firmy ICB Pharma. Przedstawił preparat ProVecta, który uśmierca owady fizycznie a nie chemicznie. Wykazuje przy tym dużą skuteczność działania. Oczywiście jest też pewne „ale”. Najlepiej działa naniesiony bezpośrednio na szkodniki. Nie wykazuje natomiast działania rezydualnego. Ale jest też drugie „ale”, można go stosować jako adjuwant, aby zwiększyć skuteczność tradycyjnych preparatów.

O nowościach w ofercie firmy Agrosimex mówił pan Mariusz Niemiec. Natomiast pan Marko Cvijič opowiadał o nowej wersji, tak popularnego w naszym kraju Rattimoru. Różni się od swojego poprzednika nie tylko kolorem ale też substancją czynną. Tym razem jest to brodifakum.

Było też trochę o elektronice w deratyzacji, co nieodmiennie wywołuje uśmiech politowania na twarzach doświadczonych deratyzatorów. Bo tu liczy się przede wszystkim wiedza i doświadczenie a nie, choćby najbardziej połyskliwe zabawki. Wydaje się jednak, że presja producentów tych zabawek, wsparta przy tym lobbingiem audytorów, jest na tyle duża, że nic na to nie poradzimy. A skoro już o błyskotkach mowa, to zaprezentowano nam całą gamę zielonych laserów do wykorzystania w ochronie przed ptakami. W tym przypadku jednak jest to propozycja ciekawa i z możliwością wykorzystania w praktyce. Bo problemy z ptakami wciąż się powiększają.

No cóż, kolejną dawkę wiedzy przyswoiliśmy sobie. Obiad zjedliśmy. A więc? Do pracy!

 

 

 

 

ukąszenia przez owady

 

Co nas gryzie?

Choć zima wciąż jeszcze trzyma się całkiem dobrze, to jednak mamy już końcówkę lutego i ani się obejrzymy jak wybuchnie wiosna. A wraz z wiosną wyroi się całe to sympatyczne towarzystwo w postaci much, komarów, meszek, os, mrówek, pająków, pluskiew, pcheł czy kleszczy. Jedne słychać już z daleka inne dobierają się do nas zupełnie niepostrzeżenie. Ani widać, ani słychać, ani czuć – do czasu.

Stawonogi wytworzyły wiele specjalizacji, za pomocą których mogą nam dokuczać. Mogą być pasożytami człowieka, mogą wstrzykiwać jad, wnikać do tkanek lub przenosić choroby. Mogą to czynić przez nakłucie, ukąszenie lub użądlenie. Konsekwencją tych zdarzeń mogą być jedynie reakcje miejscowe ale też reakcje toksyczne – niealergiczne oraz reakcje alergiczne, reakcje opóźnione i reakcje nietypowe. Zagrożenia wynikające z ukąszenia przez stawonogi zależą od różnych czynników, np.: stan zdrowia ofiary, wiek, masa ciała czy miejsce ukąszenia. Oczywiście najbardziej zagrożone są osoby z alergiami. Wielu lekarzy zaleca takim osobom noszenie podręcznego zestawu ratunkowego w celu szybkiej reakcji na ewentualny wstrząs anafilaktyczny, czyli uogólnioną reakcję organizmu na alergen, która przebiega z obrzękiem dróg oddechowych i znacznym spadkiem ciśnienia tętniczego krwi.

Gdy wokół mamy roje komarów to przede wszystkim opędzamy się od natrętów wykonując szereg nieskoordynowanych wymachów, czasami klepniemy się to tu, to tam. Ewentualne ukłucie najczęściej jest jedynie nieprzyjemne i przez jakiś czas pozostaje swędzący bąbel. Gorzej gdy dojdzie np. do użądlenia. W 90 procentach przypadków użądlenia powodują jedynie miejscową reakcję w postaci zaczerwienienia i świądu utrzymującego się nie dłużej niż 24 godziny. U pozostałych osób może rozwinąć się rozległa reakcja miejscowa lub uogólniona reakcja alergiczna czyli wstrząs anafilaktyczny. Wykonując usługi likwidacji gniazd os dwukrotnie zdarzyło mi się być ukąszonym. Raz w szyję, raz w dłoń. Na szczęście w obu przypadkach nie pojawiły się poważniejsze konsekwencje.  Żądła pszczół pozostają w ciele ofiary, żądła szerszeni i os nie. W miejscu użądlenia warto zastosować zimny okład. Szczególnie niebezpieczne są ukąszenia w okolicach szyi, policzka, czy w język. Mogą one spowodować obrzęk utrudniający oddychanie. Zdecydowanie należy w takim przypadku wezwać pomoc medyczną. Jeżeli poszkodowany jest przytomny, w oczekiwaniu na pomoc, możemy dać mu do ssania kostki lodu.

Również bardzo niebezpieczne są ukąszenia przez kleszcze. Ich ślina zawiera substancję znieczulającą, która sprawia, że nie czujemy ukąszenia. Oczywiście nie każdy kleszcz jest nosicielem niebezpiecznych chorób, tym nie mniej nie wolno lekceważyć żadnego przypadku, szczególnie gdy pojawia się wyraźny rumień. Czytałem opis nastoletniej dziewczyny, u której długo nie rozpoznano prawdziwej przyczyny problemów zdrowotnych. Lekarze sugerowali nawet, że dziewczyna sfiksowała. Dopiero po siedmiu latach zdiagnozowano neroboreliozę wywołaną krętkami krętkami burgdorferi roznoszonej przez kleszcze. Przez ten czas choroba poczyniła ogromne szkody w organizmie nastolatki. Gdy znajdziemy kleszcza na naszym ciele, należy go jak najszybciej usunąć. Można w aptekach nabyć specjalne narzędzia, można też użyć pęsety, trzeba to jednak zrobić bardzo sprawnie, zdecydowanym ruchem. Niedopuszczalne jest ściskanie palcami, smarowanie tłuszczem, drażnienie chemikaliami czy rozrywanie pajęczaka ponieważ może to spowodować kontakt rany z treścią jelit agresora.

W Polsce żyje ok. 50 gatunków meszek. O ile ich larwy spełniają bardzo pożyteczną funkcję, to z osobnikami dorosłymi jest już dużo gorzej. Co prawda samce żywią się nektarem kwiatów i sokiem roślin. No ale ukąszenia samic są bardzo bolesne i nieprzyjemne. Ich aparat gębowy przystosowany jest do rozcinania skóry i zakotwiczania się w niej przy pomocy haczykowatych włosków na szczękach i rozrywania tkanki. Ślina meszek zawiera enzymy upłynniające krew i zapobiegające jej krzepnięciu. Owady te potrafią być bardzo natrętne. Ich ugryzienia mogą powodować obrzęki, zaczerwienienia i wysoką gorączkę. Zmasowany atak meszek może nawet doprowadzić do wstrząsu anafilaktycznego. Warto pamiętać, że naturalnym repelentem jest olejek waniliowy.

Również ukąszenia mrówek są bardzo uciążliwe. Podczas ugryzienia do rany ofiary mrówka uwalnia kwas mrówkowy, powodujący świąd i zaczerwienienie. Można go neutralizować roztworem sody oczyszczone.

Powyższy, krótki, przegląd naszych nieodłącznych towarzyszy w czasie niedzielnych spacerów po parkach, wyjazdów do różnych cudownych, naturalnych miejsc pokazuje, jak bardzo powinniśmy zwracać uwagę na te niepozorne stworzonka.

Wiktor Protas

biuro@protas.szczecin.pl

 

Niedawno zostałem poproszony o powiedzenie kilku słów na temat normy PN-EN 16636 poświęconej usługom ochrony przed szkodnikami, na konferencji zorganizowanej przez PSPDDD w Toruniu. Niestety nie ma jeszcze oficjalnego polskiego tłumaczenia normy PN-EN 16636. Tym niemniej już obowiązuje i sądząc po licznych rozmowach na jej temat, wzbudza spore zainteresowanie. W związku z tym zdecydowałem się upublicznić moje wystąpienie. Przepraszam za ewentualne nieścisłości mogące wyniknąć właśnie z braku oficjalnego tłumaczenia. Ponieważ tekst jest dosyć obszerny, to na FB umieszczam jedynie wstęp a do reszty odsyłam na moją stronę www.protas.szczecin.pl/blog

PN-EN 16636

  1. Geneza normy.

PN-EN 16636 została przyjęta przez Europejski Komitet Normalizacyjny (CEN) 10 stycznia 2015 r. W pracach nad przygotowaniem normy czynny udział brał przedstawiciel Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Dezynfekcji, Dezynsekcji i Deratyzacji, dr Jacek Doniec. Zgodnie z unormowaniami wewnętrznymi CEN do wprowadzenia normy w poszczególnych krajach członkowskich UE zobowiązane są krajowe jednostki normalizacyjne, w tym Polski Komitet Normalizacyjny. Jak podkreślają twórcy normy u podstaw podjęcia prac nad jej przygotowaniem legły przyczyny dwojakiego rodzaju:

– potrzeby związane z koniecznością podnoszenia jakości ochrony zdrowia publicznego. Rozwój cywilizacyjny, a co za tym idzie rozwój przemysłowej produkcji żywności niesie za sobą zwiększone ryzyko plagowego wystąpienia szkodników, co zwiększa zagrożenie dla zdrowia publicznego. To z kolei stawia przed podmiotami zajmującymi się usługami ochrony przed szkodnikami coraz większe wymagania. Nie bez znaczenia w tym kontekście jest też ograniczenie do minimum negatywnego oddziaływania na środowisko.

– świadomość zachodzących zmian oraz potrzeb wynikających z tych zmian sprawiły, że, zarówno organy UE jak i poszczególne kraje zaczęły wydawać akty prawne dotyczące tych zagadnień lub umieszczać stosowne regulacje w innych aktach. W związku z tym pojawiła się potrzeba ujednolicenia rynku usług ochrony przed szkodnikami w skali UE. Oczywiście normy przyjmowane przez jednostki normalizacyjne nie są aktami prawnie obowiązującymi, ale ich konsekwentna promocja, przez różne zainteresowane instytucje może przyczynić się do jej upowszechnienia, a przez to do podniesienia standardów funkcjonowania firm z sektora ochrony przed szkodnikami.

 

  1. Zakres normy

Norma PN-EN 16636 odnosi się do firm zajmujących się usługami ochrony przed szkodnikami.  Należy jednak podkreślić, że wbrew temu, czego można by się spodziewać po treści punktu pierwszego, gdzie czytamy, że norma określa wymagania dotyczące usług zwalczania szkodników, nie jest to norma techniczna odnosząca się do konkretnych usług, a jest to norma jakościowo-kompetencyjna. Norma PN-EN 16636 nie ma zastosowania do świadczenia usług w zakresie:

– ochrony upraw;

– zwykłego oczyszczania i dezynfekcji związanych z regularnym świadczeniem usług sprzątania

3. Cel normy

Nadrzędnym celem Normy PN-EN 16636 jest profesjonalizacja usług ochrony przed szkodnikami oraz ich ujednolicenie w skali UE. W normie podkreślono znaczenie konsekwentnego stosowania integrowanej ochrony przed szkodnikami (IPM) propagowanej przez Światową Organizację Zdrowia. Zasady IPM zalecają staranne rozpatrzenie wszystkich dostępnych metod ochrony przed szkodnikami i następnie zastosowanie odpowiednich środków hamujących rozwój populacji szkodników oraz wykorzystujących pestycydy i inne środki interwencyjne w stopniu uzasadnionym ekonomicznie i redukującym lub minimalizującym zagrożenie dla środowiska i zdrowia ludzi. W ramach podejmowanych działań należy uwzględnić:

– modyfikację środowiska;

– zwalczanie metodami biologicznymi;

– zwalczanie metodami fizycznymi;

– zwalczanie metodami chemicznymi.

Punkt 3.24 Normy definiuje pojęcie profesjonalnego usługodawcy w sposób następujący: „prywatne lub państwowe przedsiębiorstwo, struktura lub organizacja, składające się z jednej lub więcej osób odpowiednio wykwalifikowanych, certyfikowanych lub licencjonowanych oraz ustawicznie szkolonych i pracujących zgodnie za standardami opisującymi wymagane poziomy wiedzy i świadczonych usług.

Norma definiuje i artykułuje wymagania kompetencyjne czterech funkcji występujących w firmie ochrony przed szkodnikami: kierownik techniczny, starszy technik, sprzedawca praz pracownik administracyjny. Oczywiście w firmach jedno-, dwuosobowych, funkcje te będą łączone. Istotne jednak jest, że w Normie kładzie się nacisk na ustawiczne podnoszenie kwalifikacji osób wykonujących usługi ochrony przed szkodnikami.

Profesjonalne podejście do świadczenia usług będzie się przejawiać w przestrzeganiu przez usługodawcę kolejnych etapów procesu profesjonalnej usługi ochrony przed szkodnikami oraz ich odpowiednim dokumentowaniu:

– kontakt z klientem;

– inspekcja i ocena obiektu;

– ocena inwazji i analiza przyczyn źródłowych;

– ocena ryzyka dla klienta i obiektu;

– określenie zakresu prawnego;

– ustalenie planu ochrony przed szkodnikami;

– przygotowanie oferty dla klienta;

– wykonanie usługi

– zagospodarowanie odpadów;

– dokumentacja wykonanych prac;

– potwierdzenie skuteczności usług;

– protokół pokontrolny i archiwizacja dokumentów;

– monitoring w przypadku usług długoterminowych.

Najważniejsze elementy, z praktycznego punktu widzenia, profesjonalnego świadczenia usług ochrony przed szkodnikami to:

– partnerstwo usługodawca-klient; poszczególne etapy wykonania usługi muszą być

dokładnie wyjaśnione i uzgodnione;

– indywidualizacja usługi; usługa musi być dopasowana do konkretnego klienta, w

tym także do specyficznych potrzeb tzw. strony trzeciej;

– bardzo istotnym elementem umów długoterminowych jest monitoring. Bardzo

istotny w tej kwestii jest punkt 5.12 Normy, który zadania w tym zakresie definiuje w

sposób następujący: „profesjonalny usługodawca powinien określić oraz

  zalecić klientowi właściwą częstotliwość wizyt inspekcyjnych, które zapewnią

  occhrone aktywów klienta”.

– dokumentacja wykonywanych prac;

– przedkładanie klientowi zaleceń mających na celu podniesienie jakości ochrony

przed szkodnikami;

– optymalny dobór i właściwe stosowanie pestycydów;

– ubezpieczenie usługodawcy. Pkt. 6.5 zaleca: „usługodawca powinien chronić

interes klientów oraz społeczności, posiadając odpowiednie ubezpieczenie od

odpowiedzialności cywilnej oraz ubezpieczenie z tytułu odpowiedzialności

zawodowej.

 

Oczywistym jest, że sama Norma PN-EN 16636 nie spowoduje, że z dnia na dzień jakość usług ochrony przed szkodnikami, radykalnie się podniesie. Norma ta może jednak być bardzo użytecznym narzędziem w dłuższym okresie czasu profesjonalizacji funkcjonowania firm świadczących usługi ochrony przed szkodnikami, co będzie miało niewątpliwie pozytywny wpływ na poziom ochrony zdrowia publicznego.

 

Wiktor Protas

Chętnie poznam Twoje opinie na różne tematy związane z usługami ddd. Napisz, proszę na adres:

biuro@protas.szczecin.pl

 

 

 

KARACZANY TO NIE TYLKO DYSKOMFORT ESTETYCZNY

 

Karaczany, obok gryzoni, to najmocniej funkcjonujący w świadomości przeciętnego człowieka szkodnik sanitarny. Celowo użyłem określenia „funkcjonujący w świadomości” a „nie najlepiej znany”. Owszem, wszystkim wydaje się, że świetnie go znają, a tym czasem, szczególnie w okresie letnim, ponad połowa wezwań, do rzekomych karaczanów, okazuje się wezwaniami sprowokowanymi przez mącznika młynarka (tenebrio molitor). A to już zupełnie inna historia.

Nawet z nazwą owadów, które nas interesują, mamy w Polsce poważne problemy, bo jak nasz kraj długi i szeroki, spotykamy najróżniejsze ich nazwy. Ja pozostanę przy następujących: prusak – blatella germanica, karaczan wschodni – blatta orientalis i przybyszka amyerykańska – peroplaneta americana. Jednak dużo ważniejsze jest to, że mamy niewielką świadomość ich negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Prusaki w naszym otoczeniu wzbudzają przede wszystkim obrzydzenie. Co wcale mnie nie dziwi i naprawdę nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest inaczej. Zdecydowanie nie są to miłe, puszyste przytulanki. Pojawiają się w najróżniejszych miejscach: w kuchniach (lubią ciepłe miejsca: okolice agregatów lodówkowych, mikrofalówki, wnętrza urządzeń elektronicznych; lubią też niektóre intensywne zapachy), w okolicach instalacji ciepłowniczych, rur zsypowych. Pojawiają się w miejscach brudnych ale też i bardzo czystych (robiliśmy odkaraluszanie w bloku operacyjnym). Towarzyszą produkcji artykułów spożywczych ale nie tylko (zwalczaliśmy dużą populację prusaka w wytwórni bloczków betonowych). I za każdym razem wzbudzają nieodmiennie dużą niechęć.

Jednym z największych problemów zdrowotnych współczesnego świata są alergie, panoszące się już powszechnie. Warto wiedzieć, że właśnie karaczany odgrywają bardzo ważną rolę jako źródło alergenów. Informacje nt. związku między narażeniem na karaluchy a astmą pochodzą z różnych regionów świata.  W różnych źródłach można znaleźć różne dane, ale zawsze alergeny pochodzące od tych stawonogów są wymieniane na równi z tymi pochodzącymi od roztoczy kurzu domowego. Niestety w naszym kraju temat jest jeszcze na początku drogi. Opracowania bywają niekompletne, najczęściej odwołują się do badań zagranicznych. W rezultacie autorzy potrafią pisać o zagrożeniach pochodzących od karaczanów nie odgrywających istotnej roli w Polsce a pomijają te gatunki, które u nas występują. Tym niemniej problem jest i nie można go lekceważyć. Intensywny rozwój populacji prusaków jest jedną z głównych przyczyn alergii.  Alergeny prusaka czy przybyszki amerykańskiej mogą być przyczyną: astmy oskrzelowej, alergicznego nieżytu błony śluzowej nosa, alergicznego i toksycznego zapalenia spojówek, alergicznego i toksycznego zapalenia skóry i innych chorób u ludzi. Karaczany są przenosicielami m.in.: wirusów zapalenia wątroby, pałeczek durowoparadurowych, pełzaka okrężnicy, pałeczek czerwonki, paciorkowców czy prątków gruźlicy. Zarówno części ciała karaczanów, oraz odchody i jaja mogą stanowić składnik kurzu i stanowić o alergizującym potencjale tych owadów. Karaczany są również źródłami alergenowymi wywołującymi astmę zawodową u pracowników laboratoriów. To ostatnie każe z kolei zwrócić uwagę na zwiększającą się ostatnio liczbę ludzi zajmujących się hodowlą karaczanów zarówno w celach hobbystycznych jak i komercyjnych. W literaturze można znaleźć różne opisy przypadków, np. laborantki z Niemiec, która prowadziła badania przybyszki amerykańskiej. Po miesiącu pracy wystąpił nieżyt nosa, obserwowany jedynie w miejscu pracy. Po kolejnych dwóch tygodniach wystąpił napad astmy. Po zmianie pracy objawy nie powracały.

Naukowcom udało się zidentyfikować białko tropomiozynę jako główny alergen przybyszki amerykańskiej. Tropomiozyna wywołuje silną odpowiedź immunoloiczną u osób z atopią. Co ciekawe tropomiozyna przybyszki amerykańskiej wykazuje bardzo duże podobieństwo do tropomiozyny innych stawonogów, w tym również do krewetek (82 %), będących przecież skorupiakami a te z kolei zaliczane są do „wielkiej ósemki alergenów pokarmowych”. Badania dowodzą, że istnieje możliwość reakcji krzyżowej pomiędzy karaczanami, roztoczami i krewetkami. Szczególnie częste odczyny krzyżowe stwierdzono między krewetką pandaletką północną a prusakiem. W grupie 89 hiszpańskich dzieci z alergią na prusaki tylko pięcioro nie miało imnuglobiliny  klasy E (IgE) przeciwko krewetce

Bardzo interesujące z naszego punktu widzenia badania przeprowadzono na Florydzie. Stwierdzono obecność alergenu pochodzącego od karaczanów (Bla g2) w 120 opakowaniach 19 gatunków mąki sprzedawanej w 4 supermarketach. ?!

Różne są również opinie o szybkości powrotu środowiska w pomieszczeniach, z których usunięto karaczany do stanu bezpiecznego dla ludzi. W jednym materiale znalazłem informację, że już po dwóch tygodniach ilość alergenów spadła do poziomu nie stwarzającego zagrożenia dla ludzi. Jednak w innych badaniach, przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, stwierdzono, że nawet po gruntownym sprzątaniu mieszkania przez specjalistyczną firmę, dopiero po ośmiu miesiącach poziom alergenów spadł do oczekiwanego poziomu.

Przedstawione powyżej informacje pokazują jak ważna jest dobrze przeprowadzona dezynsekcja. Dobrze, czyli skutecznie i bezpiecznie, z zastosowaniem wysokiej jakości preparatów. W dobie mody na ekologię nie od rzeczy będzie wspomnienie o metodach ekologicznych zwalczania karaczanów.  Metody biologiczne to m.in.: okresowe wykładanie podłóg zainfestowanych pomieszczeń liśćmi paproci lekarskiej, liśćmi pimenty ostrej, plastrami ogórków, czosnkiem, stosowanie kociej mięty. Osobiście tego jeszcze nie testowałem, nie mogę więc wypowiedzieć się na temat skuteczności tych metod.

A zatem zwalczanie karaczanów to nie tylko kwestia estetyki, a także, a właściwie przede wszystkim to kwestia naszego zdrowia.